Od kilku lat dużo się słyszy o dziedzictwie fabrycznym Łodzi. Coraz częściej docenia się architekturę murów z czerwonej cegły i ich wagę dla tożsamości miasta. I dobrze. Ale warto mieć na uwadze, że nieodłącznym elementem właśnie tej tożsamości są również inne obiekty. Mówiąc “Łódź”, myślę “kamienica”. Mówiąc “kamienica”, myślę “brama”, “podwórko” i “oficyna”. Te słowa są moim zdaniem kluczami do zrozumienia specyfiki łódzkiej tkanki. Wykształcony w trakcie burzliwego rozwoju fabrycznej osady sposób zabudowy długich i względnie wąskich działek to fenomen, który buduje genius loci miejsca, w którym mieszkamy. To dziedzictwo, które powinno przetrwać. Ale coraz częściej pojawiają się głosy, że siatkę ulic w Śródmieściu należy dogęścić, że kwartały trzeba jakoś “przewietrzyć”. W mojej ocenie byłoby to wyzbycie się oryginalności i szansy na niepowtarzalną i interesującą miejską przestrzeń. Tylko, ile osób potrafi uznać to za wartość?
© 2009 Jakub Zasina

Otóż to – olbrzymia gęstwina kamienic, tajemnicze podwórka, wspaniały układ urbanistyczny – to jest dla mnie Łódź. Fabryki osobiście stawiam na drugim miejscu.
Widzę, że nie bywam sam w tej bramie … hehe, dopiero teraz zauważyłem Twego posta :)
http://fotobolas.blox.pl/2009/10/Piotrkowska-177.html
niestety niewiele osób to docenia. Ta zła więkrzość chce wyburzenia takich niby straszydeł