© 2010 Jakub Zasina

Z tarczą, na tarczy?

Tadeusz. Od dziesięcioleci przygląda się łodzianom, którzy przemykają przez plac Wolności. Obie strony często wymieniają spojrzenia, czasami nawet uśmiechy. Możnaby powiedzieć, że łączy je pewien rodzaj sympatii. Obecność Tadeusza była niepodważalna. Było to czymś oczywistym. Przebywał tu codziennie, nie zważając na pogodę i swój podeszły wiek. Łodzianie uznali go wręcz za symbol swego miasta. A Tadeusz był mu wierny, tak samo jak miejscu, w którym przystało mu stać.

A jednak relacje między Tadeuszem a mieszkańcami Łodzi zostały wystawione na próbę przez komercję i popkulturę. Wydawać by się mogło, że przyjaźń była silna. Rzeczywistość okazała się inna. Postać Tadeusza nie odpowiadała wydarzeniu, jakie miało się rozegrać na placu Wolności. Na potrzeby organizacji miejskiego sylwestra postanowiono go zasłonić. Tadeusz był bardzo zdziwiony, bo nikt nie zapytał go o zdanie. Kazano mu uczestniczyć w zabawie, ale zza ściany, pozbawiając możliwości wspólnego powitania Nowego Roku. W międzyczasie posłużono się nim do politycznego happeningu oraz zagrywki marketingowej. Tadeusz nic z tego nie rozumiał. Przecież nigdy się nikomu nie skarżył, nie wadził, był cierpliwy i pokorny. Prawdziwym przyjaciołom nie udało mu się pomóc, mimo podejmowanych prób.

Po kilku dniach zamieszania, Tadeusz znów mógł spojrzeć na swój plac. Wrócił z tarczą, czy na tarczy? Właściwie, o jakim powrocie tu mówić, skoro Tadeusz nigdy stąd nie uciekł. Zastał tę samą przestrzeń. Wśród przechodniów rozpoznawał te same twarze. A oni nadal na niego spoglądali, ale jakby udając, że nic się nie stało.

Stało się.

Przekaż dalej:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Twitter

Jeden komentarz

Skomentuj