Tabliczki z nazwami ulic to element miejskiej przestrzeni, na który codziennie zwracamy uwagę. To, na ile okażą się one przydatne użytkownikom, może zdecydować o ich odbiorze miasta jako całości. Chyba nie będzie niczego złego w stwierdzeniu, że tablice budzą skojarzenia z danym miejscem i budują jego wizerunek. Świadczyć o tym może przykład stolicy Czech, w której jedną z pamiątek dla turystów są właśnie repliki czerwonych praskich tabliczek, posiadających obramowanie w stylistyce art-déco. Niemalże każdy region w naszym kręgu kulturowym wypracował własny wzór oznakowania, dzięki czemu kontynent europejski jest pod tym względem bardzo różnorodny. Także Łódź i jej najbliższe okolice przez wiele lat używały charakterystycznych tylko dla tego obszaru tablic z czarną szeryfową czcionką i kremowym tłem (nawiasem mówiąc, ten krój mnie intryguje!).
Nie będę ukrywał, że stare tabliczki uważam za świetne i są one dla mnie jedną z tych rzeczy, które budują genius loci Łodzi. Jednak od kilku lat “kremówki” znikają z łódzkich ulic na rzecz tabliczek wprowadzanych w ramach Systemu Informacji Miejskiej. Do tej pory większość z nich była złomowana… Ale odkąd Zarząd Dróg i Transportu publicznie potwierdził, że stare tabliczki można bezpłatnie otrzymać, w Łodzi zapanowała prawdziwa “tabliczkomania”. Mieszkańcy chętnie występują z wnioskami o ich otrzymanie i dzielą się między sobą informacjami o jakie szyldy można jeszcze aplikować. I dobrze. Dzięki temu mają one szanse przetrwać. Ale świadczy to również o tym, jak dużą wagę łodzianie przywiązują do przestrzeni, w której się poruszają i jak mocno czują przynależność właśnie do tego miejsca.
Zachęcam do składania własnych wniosków. A na zdjęciu jedna z dwóch tabliczek, których jestem szczęśliwym właścicielem. W plenerze. W końcu po tylu latach służby mieszkańcom w jednym miejscu należy im się trochę ruchu, zanim zawisną w moim mieszkaniu :-)
P. S. Czy wiecie kto był projektantem starych tabliczek, kto i gdzie je wykonywał?

Starych tabliczek żal,nowy system jest czytelny przejrzysty ale brakuje tu naszego lokalnego wyróżnika.
P.S Wizyta u Królowej owocna.
Dziękuję. No właśnie to jest największy problem nowego SIMu – brak jakiegokolwiek zakorzenienia, przeniesienie całości wprost z Warszawy.
wow, co za klata! w której kamienicy się znajduje? muszę tam iść!
Polecam wybrać się na róg Legionów i Gdańskiej. Fotografowie łódzcy podobno nazywają ją między sobą “królową” :-)
Co to za kamienica? :) Tej jeszcze nie mam w kolekcji, niesamowite wnętrze!
Ok, czytam nieuważnie, pora się do tego przed sobą przyznać :)
Kręta jest ta Aleja Włókniarzy… tak jak pokręcone są losy naszej Łodzi. To był superzasty wypad. Wspominam go nieustannie!!!