Muzeum Sztuki w Łodzi, organizując w niedzielę oprowadzanie kuratorskie, zamknęło wystawę “Powidoki życia. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki”. Zainteresowanie wydarzeniem było tak duże, że publiczność wpuszczano grupami co pół godziny, aby każdy mógł wysłuchać komentarza kuratorów. Trudno się temu dziwić. Prezentacje prac Strzemińskiego nie są częste, mimo, że w Łodzi zgromadzono prawdopodobnie aż 85% jego dzieł. W “Powidokach życia” celowo zawężono przegląd prac awangardowego artysty do trzech pojęć – “powidok”, “architektonizacja” oraz “prawo”.
Skupię się na “architektonizacji życia”. Władysław Strzemiński przekonywał, że zastosowania znane z malarstwa mogą z powodzeniem być wykorzystywane w architekturze. Dowodził tego wykonując m. in. projekt willi dla Juliana Przybosia w roku 1930, w którym wykorzystał wyłącznie kolory zasadnicze (żółć, czerwień i błękit) oraz kolory neutralne (biel, szarość i czerń).
Jednym z bardziej interesujących dla łodzian eksponatów był maszynopis “Łodzi sfunkcjonalizowanej” z roku 1947. W myśl tej idei, XIX-wieczną przeszłość naszego miasta powinno się zakwestionować, a Łódź poddać głębokiej modernizacji. Miasto miało stać się liniowym (nie koncentrycznym) organizmem, rozciągającym się od Zgierza po Pabianice. Zabudowę stanowić miały bloki mieszkalne otoczone zielenią. “Łódź sfunkcjonalizowana” miała stać się modelowym program urbanistycznym, stanowiącym wzór dla działań przestrzennych podejmowanych w innych miastach kraju. Strzemiński nie traktował swego projektu bynajmniej jako utopijnej wizji, ale przygotowywał gotowy przepis na miasto. O tym, jaką drogę obrała Łódź, wiemy.
